Nowa ustawa antylichwiarska - czy Polacy jej potrzebują?

Spis treści:
Primary Item (H2)

W mediach głównego nurtu - z zadziwiającą regularnością - powraca temat nowelizacji ustawy antylichwiarskiej. Niniejsza analiza stanowi próbę odpowiedzi na pytanie, czy wyzysk faktycznie należy uznać za problem systemowy, wymagający rozwiązania na gruncie prawnym. Rozwiązania postulowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości wymagają merytorycznej weryfikacji, ponieważ - w świetle wypowiedzi wiceministra Warchoła - zachodzi uzasadniona obawa, że sektor pożyczkowy powinien przygotować się nie na regulacje, a raczej - represje.

Wygaśnięcie tymczasowych przepisów ograniczających koszt pożyczania

30 czerwca 2021 roku koszty pozaodsetkowe kredytu konsumenckiego przestały podlegać ograniczeniu wynikającemu z ustawy z dnia 21 stycznia 2021 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw. [Dz. U. 2021 poz. 159]

Szerzej o uwarunkowaniach prawnych funkcjonowania firm pożyczkowych - piszemy tutaj: Otoczenie prawne rynku pożyczkowego w Polsce.

Limity kosztów obowiązujące od marca 2020 roku do czerwca 2021 roku

W pierwszej połowie 2021 roku nowi i dotychczasowi klienci firm pożyczkowych korzystali z preferencyjnych warunków. Koszty zaciąganych zobowiązań zostały ograniczone w następujący sposób:

  1. całkowite koszty pozaodsetkowe dla chwilówki (okres spłaty do 30 dni) mogły wynieść maksymalnie 5% kwoty wypłacanej klientowi
  2. całkowite koszty pozaodsetkowe dla pożyczki (okres spłaty powyżej 30 dni) mogły wynieść do 15% kredytowanej kwoty plus 6% za każdy kolejny rok obowiązywania umowy
  3. maksymalny poziom kosztów pozaodsetkowych został ustalony na 45% w skali roku - niezależnie od okresu spłaty.

Ustawodawcy zignorowali protesty przedstawicieli branży pożyczkowej i limit zaczął obowiązywać już w marcu 2020 roku. Parlamentarzyści uzasadniali zmiany koniecznością ochrony konsumentów przed zadłużaniem się na niekorzystnych warunkach w związku z trudną sytuacją ekonomiczną, spowodowaną pandemicznymi obostrzeniami.

W ten sposób posłowie i senatorzy głosujący za projektem po raz kolejni potwierdzili, że najwięcej energii poświęcają na ograniczanie skutków problemów, które sami tworzą. W końcu to przedstawiciele rządu i opozycji ramię w ramię głosowali za rozwiązaniami, które utrudniały przedsiębiorcom prowadzenie działalności.

Legislacyjna nieporadność polityków szybko doprowadziła do sytuacji, w której firmy pożyczkowe przestały oferować chwilówki z uwagi na drakońskie ograniczenia zawarte w ustawie. W ciągu kilku dni prawnicy z prawdziwego zdarzenia rozwiązali problem w najprostszy z możliwych sposobów.

Zamiast zawierać umowy z okresem spłaty mniejszym lub równym 30 dni, pożyczkodawcy zaczęli posługiwać się umowami ramowymi, pozwalającymi wypłacać kwotę z limitu kredytowego, przysługującego pożyczkobiorcy. Termin zwrotu kwoty wypłaconej przez klienta nadal wynosił 30 dni, ale koszty pozaodsetkowe podlegały już wyższemu z limitów zawartych w ustawie.

Wystarczy spojrzeć wstecz i przeanalizować oferty poszczególnych firm pożyczkowych. Gdyby wszystkie instytucje pożyczkowe solidarnie stosowały się do przepisów zgodnie z intencją ustawodawcy, to koszty pozaodsetkowe pożyczenia 1000 zł wynosiłyby nie więcej niż 50 zł przy pomijalnych odsetkach wynikających z oprocentowania nominalnego.

Więcej o czynnikach determinujących koszt krótkoterminowych zobowiązań dowiesz się z lektury tekstu: Koszt chwilówki: oprocentowanie, prowizja, a RRSO.

Dziwnym trafem przytłaczająca większość firm pożyczkowych oferujących krótkoterminowe zobowiązania naliczała trzykrotnie wyższe koszty pozaodsetkowe. Przez ostatnie 15 miesięcy najczęściej występująca wartość prowizji wynosiła 15% pożyczanej kwoty - i to zgodnie z literą prawa.

Limity kosztów pozaodsetkowych obowiązujące od lipca 2021 roku

Domyślnie, tymczasowe ograniczenie limitu kosztów miało obowiązywać do marca 2022 roku. Naciski ze strony sektora consumer finance przyniosły jednak zamierzony skutek. Legislatorzy zlitowali się nad uciśnioną branżą pożyczkową i skrócili okres obowiązywania art. 8d - 8f newralgicznej ustawy do 30 czerwca 2021 roku.

Tym samym, od 1 lipca 2021 roku rozpoczął się "powrót do normalności" dla podmiotów działających na rynku pożyczkowym. Ponownie zaczęły obowiązywać zapisy tzw. ustawy antylichwiarskiej [Dz. U. 2015 poz. 1357] ustalające limity kosztów pozaodsetkowych na poziomie 25% pożyczonej kwoty; dodatkowych 30% za każdy rok wliczony w okres spłaty oraz maksymalnie 100% kredytowanej kwoty, niezależnie od terminu spłaty.

Porównanie limitów kosztów pozaodsetkowych na przykładach

"Od 1 lipca pożyczanie będzie pięć razy droższe" - to odbiegające od stanu faktycznego twierdzenie pojawiło się w wielu artykułach prasowych. Dziennikarze, którzy bezrefleksyjnie powielali je w swoich tekstach, dowiedli swojej nieznajomości realiów rynku pożyczkowego.

Żaden podmiot nie naliczał prowizji wynoszącej 5% - uwzględniając poziom kosztów stałych działalności, byłoby to działanie na szkodę spółki. Korzystając z modus operandi opisanego akapit wyżej, pożyczkodawcy stosowali prowizję rzędu 15% przez 15 miesięcy obowiązywania niekorzystnych przepisów.

Poluzowanie restrykcji zostało oczywiście skrzętnie wykorzystane przez niemal wszystkie instytucje finansowe. W rezultacie, najczęstsza wartość prowizji wynosi obecnie 25%. Zestawiając ze sobą wartości modalne prowizji przed 1 lipca 2021 roku i po tym terminie, otrzymujemy wzrost z 15% do 25%.

To znacząca zmiana - podwyżka prowizji o 66,6% kwoty bazowej z pewnością odbije się na portfelach pożyczkobiorców. Nikt nie zamierza negować tego, że większość pożyczkodawców nie wahała się nawet przez moment podnieść prowizje. Jednak sugerowanie, że koszty pożyczania wzrosły aż o 500% stanowi poważne nadużycie.

Kodeks karny i definicja lichwy

Dyskusja wokół działalności firm pożyczkowych nasila się cyklicznie; najczęściej w formie intensywnej nagonki medialnej, wynikającej z opisania szokującego przypadku wyzysku. Temat chętnie podchwytują politycy, którzy przed kamerami składają solenne przyrzeczenia walki z lichwą do ostatniego tchu.

Problem tkwi w tym, że zarówno dziennikarze, jak i politycy, wrzucają do jednego worka nowoczesne firmy pożyczkowe, parabanki, nieuczciwe lombardy, mafie notarialne i bandytów. Nasuwa się pytanie: czy wynika to z ignorancji naszych elit, czy może ze złej woli?

Dodatkowe informacje dotyczące odpowiedzialności instytucji pożyczkowych na gruncie kodeksu karnego zostały zawarte w tym tekście: Ustawy regulujące działalność instytucji pożyczkowych

Zanim przejdziemy do analizy argumentów przemawiających za i przeciw zaostrzeniu restrykcji, ograniczmy się do istotnego rozróżnienia.

Instytucje pożyczkowe finansują akcję kredytową ze środków własnych; parabanki wykorzystują do tego celu depozyty klientów. Instytucje pożyczkowe działają legalnie w oparciu o ustawę o kredycie konsumenckim [Dz. U. 2011 nr 126 poz. 715] - parabanki naruszają przepisy ustawy Prawo bankowe [Dz. U. 1997 nr 140 poz. 939].

Te pojęcia są zdecydowanie zbyt często stosowane zamiennie. Obwinianie rzetelnych instytucji pożyczkowych o przewinienia popełniane przez parabanki jest nieuczciwe. Prowadzi to do paradoksalnej sytuacji, w której wizerunek branży consumer finance cierpi przez podmioty de facto działające poza rynkiem i nie przestrzegające żadnych regulacji.

Tocząc dyskusję wokół ustawy antylichwiarskiej - trzeba zauważyć, że branża pożyczkowa została w nią wciągnięta wbrew własnej woli. Przyjęcie kodeksu dobrych praktyk, profesjonalizacja obsługi klienta, wdrażanie nowych technologii - te wszystkie wysiłki, ukierunkowane na poprawę reputacji branży, okazują się w dużej mierze daremne.

Wystarczy, że media głównego nurtu i politycy zgodnie uznają, że sektor pożyczkowy to lichwa i wyzysk, nakręcając spiralę nienawiści. Parlamentarzyści dumnie prężą pierś, prześcigając się w deklarowaniu gotowości do walki w obronie uciemiężonych pożyczkobiorców.

Mamy do czynienia z teatrem - pozostaje tylko pytanie, kto sponsoruje ten spektakl?

Jak rozumieć przepisy art. 304 kodeksu karnego?

Na potrzeby dalszej części analizy - poniżej przytaczamy art. 304, który obowiązywał do 22 czerwca 2021 roku, czyli do momentu, gdy przepis ten został znowelizowany.

Kto, wyzyskując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Przepis w dotychczasowym brzmieniu powodował trudności w ściganiu lichwiarzy. Wynikało to z dwóch przyczyn:

a) konieczne było udowodnienie, że przestępca wykorzystał przymusowe położenie ofiary

b) kryteria oceny niewspółmierności świadczenia ze świadczeniem wzajemnym były niejasne, co łatwo wykorzystywali obrońcy osób i podmiotów oskarżonych o lichwiarskie praktyki.

Z dniem 22 czerwca 2021 roku art. 304 został rozszerzony o §2 i §3:

Art. 304 §2

Kto, w zamian za udzielone osobie fizycznej świadczenie pieniężne wynikające z umowy pożyczki, kredytu lub innej umowy, której przedmiotem jest udzielenie takiego świadczenia z obowiązkiem jego zwrotu, niezwiązanej bezpośrednio z działalnością gospodarczą lub zawodową tej osoby, żąda od niej zapłaty kosztów innych niż odsetki w kwocie co najmniej dwukrotnie przekraczającej maksymalną wysokość tych kosztów określoną w ustawie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny.

Na pierwszy rzut oka widać, że intencją ustawodawcy było doprecyzowanie zakresu, w jakim zastosowanie znajduje art. 304 kk. Wzmiankowane w §2 art. 304 kk koszty inne niż odsetki to wspomniane wcześniej koszty pozaodsetkowe, których limit określa tzw. ustawa antylichwiarska.

Kara za dopuszczenie się przestępstwa ściganego z tego paragrafu została zaostrzona. Zastanawiające jest jednak to, że dotkliwe konsekwencje grożą jedynie tym osobom i podmiotom, które przekroczą limit kosztów pozaodsetkowych co najmniej dwukrotnie. Powstaje zasadne pytanie: co w sytuacji, gdy koszty pozaodsetkowe zostaną przekroczone o 99,9%? Zgodnie z literą prawa, nie mamy wówczas do czynienia z dwukrotnym przekroczeniem limitu, a zatem taki czyn zdaje się nie wyczerpywać znamion przestępstwa określonego w §2 art. 304 kk.

Art. 304 §3

Tej samej karze podlega, kto, w związku z udzieleniem osobie fizycznej świadczenia pieniężnego wynikającego z umowy pożyczki, kredytu lub innej umowy, której przedmiotem jest udzielenie świadczenia pieniężnego z obowiązkiem jego zwrotu, niezwiązanej bezpośrednio z działalnością gospodarczą lub zawodową tej osoby, żąda od niej zapłaty odsetek w wysokości co najmniej dwukrotnie przekraczającej stopę odsetek maksymalnych lub odsetek maksymalnych za opóźnienie, określonych w ustawie.

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny.

Podobne rozwiązanie jak w §2 art. 304 kk przyjęto w §3 - z tym, że tutaj penalizacji podlega żądanie odsetek w wysokości co najmniej dwukrotności ustawowego limitu.

Abstrahując od kwestii kryteriów determinujących co jest lichwą, a co nią nie jest - należy pochwalić pomysłodawcę nowelizacji za penalizację żądania zapłaty niewspółmiernych kosztów, a nie za pobranie nienależnej kwoty. Tym samym ustawowe zapisy zyskują funkcję prewencyjną.

Wyzysk w kontekście branży consumer finance

W powyższym akapicie przytoczyliśmy przepisy prawa definiujące czym jest wyzysk. Teraz warto pochylić nad logiczną sprzecznością pomiędzy dążeniami rządu i mediów a stanem faktycznym. Poniżej - uproszczona chronologia przepychanek dotyczących ustawy antylichwiarskiej:

  • Rząd chce zwalczać wyzysk, biorąc na celownik firmy pożyczkowe
  • Firmy pożyczkowe działają legalnie, nie naruszając art. 304 kk. ani zapisów tzw. ustawy antylichwiarskiej
  • Rząd zamierza zmienić definicję lichwy, aby chronić Polaków przed wyzyskiem

Nawet bez zagłębiania się w szczegółową chronologię prac legislacyjnych i konsultacji - widać jak na dłoni, że mamy do czynienia z czystym populizmem, a nie troską o dobrobyt obywateli. Już od czasu transformacji ustrojowej nasza klasa polityczna prześciga się w pomysłach na sztuczne piętrzenie problemów, by następnie trwonić czas, energię i pieniądze podatników na ich heroiczne rozwiązywanie.

Trzeba to powtarzać do skutku: działania legalnych instytucji pożyczkowych nie noszą znamion wyzysku w rozumieniu aktualnie obowiązujących przepisów prawa.

Oskarżanie firm pożyczkowych o lichwiarskie zapędy przez osoby reprezentujące państwo zakrawa wręcz na kpinę. Idąc tym tokiem myślenia, państwo polskie naruszałoby §1 art. 304 kk poprzez nakładanie na obywateli obowiązku świadczenia (podatki) niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym - ot, choćby poprzez niedawne zamknięcie dostępu do służby zdrowia, finansowanej z kieszeni podatników.

Przykłady lichwy we współczesnej Polsce

Niemal każdy głos w obronie sektora pożyczkowego jest zagłuszany przez jazgot mediów, które bez wahania uciekają się do sofizmatu rozszerzenia, byle tylko odpowiednio opakować nośny temat, jakim jest pożyczanie pieniędzy poza sektorem bankowym.

Wizerunek firm pożyczkowych cierpi głównie dlatego, że znacznie wygodniej uderzyć w marki znane większości czytelników i wyborców z telewizji, radia i internetu. Szeroko zakrojone kampanie marketingowe to obusieczna broń.

Dla dziennikarza czy polityka szukającego poklasku, Vivus czy Wonga będą znacznie łatwiejszym celem niż pozostające w cieniu grupy gangsterów współpracujących z notariuszami. Nikogo nie będą interesować losy ludzi, których położenie jest wykorzystywane przez nieuczciwych właścicieli lombardów.

Ustawa antylichwiarska a lombardy – omijanie regulacji

Lombardy podlegają tym samym przepisom prawa, co pozostałe instytucje zajmujące się pożyczaniem pieniędzy. W okresie obowiązywania obniżonego limitu kosztów pozaodsetkowych maksymalny koszt pożyczki zaciąganej na okres do 30 dni powinien był zamknąć się w 5% kwoty otrzymanej przez klienta.

Właściciele lombardów szybko znaleźli sposób na ominięcie przepisów. Ludzie, którzy oddawali przedmioty pod zastaw – przestali otrzymywać pożyczki, przynajmniej w rozumieniu ustawy. Zamiast tego, lombardy zaczęły pobierać „opłatę za przechowanie” przedmiotu. Tym samym przedmiot stanowiący zabezpieczenie stawał się nie tyle zastawiany, co zostawiany.

To jaskrawy przykład wykorzystywania przymusowego położenia konsumenta oraz udzielania świadczenia nierównoważnego ze świadczeniem wzajemnym. Ta metoda ewidentnie obnażyła luki w obowiązującym prawie.

Znacznie poważniejsze konsekwencje dla konsumentów ma działalność grup, zajmujących się udzielaniem pozabankowych pożyczek pod zastaw nieruchomości – często w oparciu o współpracę z notariuszami.

Najczęściej sama umowa zawierana z pożyczkobiorcą jest skonstruowana w taki sposób, aby doprowadzić do sytuacji, w której dotrzymanie terminu spłaty okazuje się niemożliwe. Wykorzystuje się do tego tzw. ratę balonową, zazwyczaj ostatnią. Początkowe raty są kusząco niskie, jednak ostatnia płatność opiewa na wielokrotnie wyższą kwotę, niż pozostałe. Skutkuje to trudnością, a często nawet niemożnością jej terminowego uregulowania.

Zgodnie z umową podpisaną u notariusza nieruchomość przechodzi na własność grupy, żerującej na osobach w trudnej sytuacji materialnej. Widać jak na dłoni, że hierarchia priorytetów w walce z wyzyskiem jest zachwiana – systemowe problemy nie dotyczą firm pożyczkowych, a podmiotów działających na pograniczu szarej strefy; często wręcz nielegalnie.

Jak dotkliwym problemem jest lichwa - policyjne statystyki

Punktem wyjścia do dyskusji o lichwie jako problemie systemowym powinny być twarde dane. Dlatego warto sprawdzić, co na temat przestępstw dotyczących art. 304 Kodeksu karnego mówią policyjne statystyki: [Postępowania wszczęte i przestępstwa stwierdzone z art. 304 kk za lata 1999-2020].

Z analizy przytoczonych powyżej danych jasno wynika, że mamy do czynienia z marginalnym zjawiskiem. Najciekawsze dane dotyczą roku 2017, w którym wszczęto 49 postępowań, a jedynie 3 z nich zakończyły się stwierdzeniem przestępstwa.

Z policyjnych statystyk za okres ostatnich 5 lat wynika, że rocznie na terenie Polski zostaje wszczętych średnio 40 postępowań dotyczących art. 304. Nie obserwuje się tendencji wzrostowej, a skuteczność policyjnych czynności jest wątpliwa.

Oczywiście można podnieść argument, że tak niewielka liczba postępowań wynika ze zbytniej łagodności przepisów. Dane statystyczne wskazują jednak, że określanie lichwy mianem problemu systemowego nie znajduje uzasadnienia w faktach.

Plany rządu wobec rynku pożyczkowego

Pomimo braku jakichkolwiek przesłanek przemawiających za zaostrzeniem restrykcji obowiązujących branżę pożyczkową, przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości szykują szeroko zakrojoną operację, wymierzoną w wyimaginowanego wroga – perfidnego pożyczkodawcę, który bezwzględnie wykorzystuje przymusowe położenie pożyczkobiorcy.

W najbliższych miesiącach czeka nas kolejna odsłona przepychanki pomiędzy ustawodawcami a podmiotami działającymi na rynku pożyczkowym. Część pomysłów na regulacje wydaje się zasadna, przynajmniej z merytorycznego punktu widzenia. Niektóre propozycje są jednak co najmniej chybione, gdyż wynikają z niezrozumienia specyfiki branży pożyczkowej.

Przyjrzyjmy się zatem głównym elementom projektu Ministerstwa Sprawiedliwości.

Objęcie rynku pożyczkowego kuratelą Komisji Nadzoru Finansowego

Ten postulat został spełniony przynajmniej połowicznie poprzez powołanie Rejestru Instytucji Pożyczkowych przy KNF. Technicznie rzecz biorąc, Komisja Nadzoru Finansowego nie sprawuje bezpośredniego nadzoru nad działalnością podmiotów funkcjonujących na rynku pożyczkowym. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by KNF ostrzegał konsumentów przed podmiotami naruszającymi przepisy prawa bankowego.

Doprecyzowanie przepisów regulujących sposób sprawowania nadzoru nad firmami pożyczkowymi przez KNF jest słuszną inicjatywą, której należy przyklasnąć. Trudno przytoczyć jakikolwiek sensowy argument przeciwko objęciu rynku pożyczkowego czujnym okiem KNF.

Ograniczenie kosztów pozaodsetkowych

Postulat obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych to główna kość niezgody pomiędzy firmami zrzeszonymi w Polskim Związku Instytucji Pożyczkowych (PZIP) a przedstawicielami Ministerstwa Sprawiedliwości.

Aktualna propozycja rządu zakłada ograniczenie kosztów pozaodsetkowych do sztywnego poziomu 10% wypłacanej kwoty i kolejnych 10% za każdy rok obowiązywania umowy. To znacząca zmiana w stosunku do progu wynoszącego 25% kwoty i 30% za kolejne lata.

Skutki wprowadzenia tych restrykcji okazałyby się bardzo dotkliwe dla instytucji pożyczkowych. Rentowność tych przedsiębiorstw zostałaby poważnie zagrożona, co w konsekwencji mogłoby prowadzić do ograniczenia bądź zupełnego zlikwidowania dostępu do pozabankowego finansowania.

Stoimy zatem przed następującą alternatywą:

a) Ministerstwo Sprawiedliwości nie zdaje sobie sprawy ze skutków proponowanych zapisów

b) Ministerstwo Sprawiedliwości ma pełną świadomość konsekwencji, jakie niesie ze sobą zaostrzenie restrykcji

Jeżeli prawdziwy jest wariant a) - dochodzimy do smutnej konstatacji, że w Ministerstwie pracują krótkowzroczni ignoranci.

Jeśli bliższy prawdzie jest wariant b) – Ministerstwo Sprawiedliwości celowo zamierza zniszczyć istotny dla konsumentów sektor rynku finansowego.

Ograniczenie wzrostów na rynku pożyczkowym

Wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że ich zamiary łatwiej wytłumaczyć chęcią zaszkodzenia sektorowi pożyczkowemu, niż krótkowzrocznością.

Zastanówmy się zatem skąd bierze się tak silna niechęć Ministerstwa Sprawiedliwości względem branży pożyczkowej? Czyżby wynikała ona z troski o konsumentów?

Nic na to nie wskazuje.

Minister Warchoł na froncie walki z wyzyskiem

Przytoczona poniżej wypowiedź Pana Ministra Warchoła jest kuriozalna z co najmniej dwóch względów:

Zachłanność firm pożyczkowych powinna zostać ograniczona – one wciąż mają wzrosty. Z tego wniosek, że nadal jest pole, aby jeszcze bardziej ulżyć konsumentom. I takie rozwiązania chcemy zaproponować.

Marcin Warchoł, Wiceminister Sprawiedliwości

Po pierwsze, stanowi przykład pokrętnej interpretacji podstawowych zasad ekonomii. Nazywanie naturalnego dążenia przedsiębiorstwa do maksymalizacji zysku zachłannością jest równie zasadne, co przypisywanie chciwości piekarzowi, który śmie wyceniać bochenek chleba powyżej kosztu jego upieczenia.

Po drugie, wypowiedź Ministra Warchoła sugeruje, że wzrost przychodów firm pożyczkowych to coś negatywnego, co należy natychmiast ukrócić. Czy Pan Minister zdaje sobie sprawę, że notowanie wzrostów przez firmy pożyczkowe oznacza większe wpływy do budżetu państwa? Wzrosty wynikają z tego, że Polacy potrzebują alternatywnych źródeł finansowania. Nikt nikogo nie zmusza do zadłużania się; konsumenci czynią to z własnej woli – popyt generuje podaż.

Pan Minister Warchoł w wywiadzie udzielonym PAP nie raczył również zaznaczyć, że wzrost wartości udzielonych pożyczek o 119,9% w czerwcu 2021 roku wynika z odniesienia tej wartości do czerwca 2020 roku. Poprzedni rok stanowił anomalię, dlatego należy sięgnąć rok wstecz i dopiero wtedy wyciągać wiążące wnioski odnośnie wzrostów lub spadków.

Dane z sektora pożyczkowego - sprzeczne z narracją rządu

Przyjrzyjmy się zatem danym za II kwartał 2021 roku, zaprezentowanym w analizie Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego na podstawie danych CRIF i ERIF. Pomimo tego, że nie wszystkie podmioty rynkowe współpracują ściśle z CRIF i/lub ERIF, dane są miarodajne, gdyż zostały dostarczone przez większość znaczących instytucji pożyczkowych.

Najważniejsze informacje o rejestrach dłużników zostały ujęte w tym artykule: Rejestry dłużników: BIK, BIG InfoMonitor, KRD, ERIF i CreditCheck.

Wartość udzielonego finansowania wyniosła 2,15 mld zł, co przekłada się na 134,0% wzrost w stosunku rok do roku. Ta liczba jeszcze mocniej działa na wyobraźnię niż przytoczone w wywiadzie 119,9% r/r za czerwiec 2021 roku.

Niestety, spektakularne wzrosty sektora pożyczkowego okazują się iluzoryczne, jeśli tylko zmienimy punkt odniesienia z 2020 roku na 2019 rok - ostatni, w którym firmy działały w normalnych realiach rynkowych.

Gdy zestawimy wartość udzielonego finansowania za II kwartał 2021 roku z II kwartałem 2019 roku, zamiast wzrostu - widzimy spadek, i to niebagatelny, bo aż o 14,4%.

Podobnie rzecz się ma z liczbą zobowiązań zaciąganych przez konsumentów. Wzrost o 69,0% rok do roku jest równocześnie spadkiem o 9,7%, gdy porówna się Q2 2021 roku z Q2 2019 roku.

Podsumowując przytoczone powyżej dane, trudno zgodzić się z narracją narzucaną przez obóz rządzący. Wzrosty wskaźników sektora pożyczkowego są pozorne, jeśli weźmiemy pod uwagę szerszą perspektywę czasową. Sygnalizują systematyczny powrót do normalnych wartości, wynikający wprost z zapotrzebowania konsumentów na usługi finansowe świadczone przez branżę pożyczkową.

Argumenty za zaostrzeniem przepisów

Wśród argumentów za zwiększeniem restrykcji, które przewijają się w sferze debaty publicznej, często pada stwierdzenie, że firmy pożyczkowe osiągają zbyt wysokie zyski.

Już w 2017 roku, a więc w szczytowym okresie rozwoju rynku pożyczkowego w Polsce, rentowność całego sektora szacowano na zawrotne 3,2%. Załamanie sytuacji gospodarczej spowodowane pandemią wpłynęło negatywnie na i tak już stosunkowo niską rentowność, co ostatecznie obala argument o nadmiernych zyskach, generowanych przez pożyczkodawców.

Kolejny zarzut, formułowany pod adresem branży pożyczkowej, ma wymiar społeczny i ekonomiczny:. Krytycy tej formy działalności twierdzą, że instytucje pożyczkowe żerują na najuboższych, najsłabiej wykształconych konsumentach. Pomijając zupełnie niewłaściwy, protekcjonalny ton, przyjmowany często przez osoby, które żyją z uprawiania polityki - ten zarzut można łatwo odeprzeć, przeprowadzając prosty eksperyment myślowy.

Wyobraźmy sobie, że spełnia się marzenie nieprzejednanych wrogów mikropożyczek - wszystkie firmy, które je oferują - znikają z Polski. Czy banki zaczną garnąć się, by udzielać niezabezpieczonego finansowania konsumentom, których dotąd spychały na margines? To wysoce wątpliwe.

Często powielane stwierdzenie, że lichwa to problem systemowy, opiera się na fałszywych przesłankach. Prawdziwy wyzysk zacząłby się z chwilą, gdy działalność legalnych instytucji pożyczkowych przestałaby się opłacać.

Pożyczkowa prohibicja natychmiast stworzyłaby pole do popisu dla zorganizowanej przestępczości. Jeśli faktycznym celem legislatorów jest ochrona konsumentów - powinni oni traktować branżę pożyczkową jako pierwszą linię frontu w walce z realnym wyzyskiem. Najlepszym wsparciem dla firm pożyczkowych byłoby stworzenie dla nich stabilnego otoczenia prawnego - zamiast tego, "obrońcy uciśnionych" prześcigają się w coraz to bardziej absurdalnych pomysłach na rzucanie branży kłód pod nogi.

Argumenty przeciwko ograniczaniu rynku pożyczkowego

Pozostawienie otoczenia prawnego branży pożyczkowej w obecnym stanie stanowiłoby najbardziej racjonalne rozwiązanie post-pandemicznej sytuacji. Zasadne wydaje się jedynie wzmocnienie roli Komisji Nadzoru Finansowego w zakresie ochrony pożyczkobiorców.

Uzasadnienia dla zachowania status quo lub wręcz deregulacji można by mnożyć w nieskończoność; na potrzeby niniejszej analizy ograniczymy się do przytoczenia jedynie podstawowych argumentów przeciw poddaniu branży pożyczkowej prawnym represjom.

Po pierwsze - istnieje cała rzesza konsumentów, którzy chętnie sięgają po pozabankowe pożyczki. Przyczyny, dla których to czynią - są różnorodne. Wrzucanie wszystkich do jednego worka z etykietą "konsumenci drugiej kategorii" stanowiłoby nadużycie.

Wystarczy zapoznać się z wymaganiami firm pożyczkowych względem klientów, by odrzucić taką nomenklaturę. O kryteriach, którymi kierują się pożyczkodawcy - pisała Laura Dobrowolska: Wymagania firm pożyczkowych – jakie kryteria musi spełnić potencjalny klient?

O ile faktycznie firmy pożyczkowe skutecznie zagospodarowały niszę, pozostawioną na pastwę losu przez banki, to rozwój technologii finansowych sprawił, że oprócz osób zadłużonych i wykluczonych z systemu bankowego, pożyczkodawcy skutecznie rywalizują o klientów z bankami.

Rozwiązania wdrażane przez sektor pożyczkowy napędzają pośrednio technologiczny rozwój sektora bankowego - na czym zyskują konsumenci. Szybkość, przejrzystość, prostota, ograniczenie formalności do minimum - tego oczekują konsumenci w drugiej dekadzie XXI wieku.

Można również sięgnąć po argumenty wynikające z czystej matematyki: branża pożyczkowa odprowadza niebagatelne kwoty do budżetu państwa. Większość ekspertów nie zdaje sobie sprawy z tego, że instytucje pożyczkowe płacą podatek dochodowy także od tych zobowiązań, które nie są spłacane przez klientów.

Niestety, argument o miejscach pracy, które zapewnia branża pożyczkowa, wydaje się nie przemawiać do obozu rządzącego, który zdaje się realizować agendę zmierzającą do uzależnienia możliwie najszerszego grona obywateli od państwa poprzez świadczenia socjalne. Miejsca pracy mają drugorzędne znaczenie; liczy się medialny splendor i chwała, którymi okryją się "pogromcy wyzysku".

Ostatni argument - najprostszy, ale zarazem odnoszący się do najbardziej fundamentalnej kwestii - dotyczy szeroko pojmowanej wolności jednostki. Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej to fundament, na którym poprzednie pokolenia zbudowały dzisiejszy dobrobyt. Ograniczanie tej swobody pod płaszczykiem walki o ochronę konsumentów w istocie prowadzi do ograniczenia wolności tychże konsumentów.

Nikt nikogo nie zmusza do korzystania z usług świadczonych przez branżę pożyczkową. Akcja kredytowa jest napędzana przez współczesny konsumpcjonizm i kulturę, w której odroczona gratyfikacja stanowi przeżytek. Większość społeczeństwa chce odczuwać przyjemność tu i teraz - horyzont czasowy uległ znacznemu zawężeniu.

Jeśli ktoś wierzy w prawo jednostki do wolnego wyboru - powstrzyma moralizatorskie zapędy i stwierdzi, że ludzie mają prawo ulegać konsumpcjonistycznym tendencjom.

Zilustrujmy konsumpcjonistyczny modus operandi prostym przykładem. Konsument pożycza 1000,00 zł (na 30 dni, z 25% prowizją) i kupuje nowy telefon za równowartość otrzymanej kwoty. Choć cena urządzenia w sklepie wynosi 1000,00 zł, to w istocie pożyczkobiorca płaci za niego 1250,00 zł. Teoretycznie, mógłby poczekać i odłożyć pieniądze na zakup telefonu. Decyduje się jednak sfinansować transakcję wykorzystując pożyczone pieniądze. Tym samym, wycenia na 250,00 zł możliwość kupienia sprzętu wcześniej, niż miałoby to miejsce, gdyby oszczędzał.

Mamy zatem dwie strony transakcji, które są z niej zadowolone - czy w tej sytuacji uzasadnione będzie doszukiwanie się tu znamion wyzysku?

Różnica pomiędzy wprowadzeniem regulacji a stosowaniem represji wydaje się umykać orędownikom prawnego zamordyzmu. A to rozróżnienie - więcej niż subtelne - stanowi być albo nie być dla całego sektora pożyczkowego.

Wnioski - nowa ustawa antylichwiarska

Spójrzmy na całe zagadnienie nowelizacji ustawy antylichwiarskiej z perspektywy konsumenta, który dla sektora bankowego zalicza się do kategorii klientów niepożądanych. Czyli takich, którzy nie posiadają stabilnego zatrudnienia i jednocześnie nie są w stanie wykazać się pozytywną historią kredytową.

Dla takiej osoby firmy pożyczkowe stanowią często jedyny możliwy sposób na szybkie podreperowanie domowego budżetu. Wykarmieni na publicznym wikcie zawodowi politycy z gracją udzielą takiemu człowiekowi szeregu genialnych porad na wzór naszego byłego Prezydenta. "Proszę zmienić pracę i wziąć kredyt" - to proste i skuteczne remedium niestety nie jest dostępne dla każdego.

W Polsce żyją setki tysięcy, jeśli nie miliony obywateli, którym bank zaoferuje co najwyżej otwarcie rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Dostęp do finansowania jest zarezerwowany tylko dla tych, którzy mieli na tyle szczęścia i/lub rozsądku, że spełniają szereg kryteriów dotyczących historii kredytowej.

Oczywiście, jako naród mamy zatrważającą tendencję do patrzenia z góry na tych, którym wiedzie się gorzej od nas. Często pada argument, że osoby zmagające się z zadłużeniem są same sobie winne. Zdecydowanie zbyt łatwo przychodzi nam nie tyle osądzanie innych, co pozbawianie ich prawa do popełniania błędów.

Nie każdy musi zarządzać swoimi finansami z gracją Warrena Buffeta. Nie każdy potrafi piąć się w górę po szczeblach kariery. Nie każdy będzie dysponował poduszką finansową w sytuacji, gdy przydarzy mu się niekorzystne sprzężenie okoliczności.

Firmy pożyczkowe są takimi samymi przedsiębiorstwami, jak wszystkie inne - mają generować zysk. Spełniają tę funkcję poprzez uproszczone udzielanie finansowania w próżni wytworzonej przez sektor bankowy. Zarzucanie sektorowi pożyczkowemu nadmiernych zysków i stosowania lichwiarskich praktyk można podsumować następująco: mamy do czynienia z wznoszeniem chochoła przez Ministra Warchoła.

Nowa ustawa antylichwiarska nie jest potrzebna ani konsumentom, ani instytucjom pożyczkowym. O konieczności jej przyjęcia najgłośniej krzyczą ci, którzy chcą się wypromować poprzez walkę ze sztucznie wykreowanym problemem.

Jeremi Dobrowolski
Autor:
Jeremi Dobrowolski
data publikacji:
12/10/2021

podziel się ze znajomymi

guest
0 Odpowiedzi
Inline Feedbacks
Wyświetl wszystkie komentarze
Midas24 © Wszelkie prawa zastrzeżone.
2022